wtorek, 23 grudnia 2014

*Rozdział 2*

   Kiedy otworzyłam oczy zobaczyłam przed sobą białą ścianę, rozejrzałam się. Wenflon w ręce, kroplówka i biała poście- jestem w szpitalu.
   - O! Zuzia, dzięki Bogu...- zauważyłam przy moim łóżku Maxa, Jego oczy były czerwone, a policzki mokre od łez.
   - Co się stało?- spytałam.
   - Mieliśmy wypadek. Masz lekkie wstrząśnienie mózgu, ale nic ci nie grozi.
   - A co z resztą?- Max schował twarz w dłoniach zaczął szlochać.- Max! Co z mamą? Tatą?
   - Tata... jest w śpiączce... Nie jest z nim dobrze...
   - A mama?!- nie dawałam za wygraną.
   - Mama... Mama...- nie mógł nic więcej z siebie wydusić. Od lekkiego szlochu przeszedł w wycie. Nie mógł się opanować. Ja też zaczęłam płakać. Max nigdy nie płakał, aż do teraz. Płakaliśmy razem. Przyszła pielęgniarka i wyprowadziła mojego brata. Mi dała jakieś tabletki. Nie minęło dużo czasu gdy Max wrócił do sali. Jego oczy były zapuchnięte, lekko szlochał. Podszedł do mojego łózka i usiadł na jego brzegu. Poczułam nagłą potrzebę przytulenia go. Chłopak sam rozłożył ramiona. Siedzieliśmy tak wtuleni w siebie dobre 30 minut.
    - Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę, że cię mam.- wyznał mój brat.
    W tym momencie do pokoju wszedł lekarz:
   - Zabieramy panią na badania.- wsiadłam na wózek i ruszyliśmy. Max nie odstępował mnie na krok, dopiero przed pomieszczeniem z tomografem doktor go zatrzymał.- Nie może pan tu wejść.
    - Idź sprawdź co z tatą. Widzimy się u mnie w sali.- nakazałam i puściłam mu delikatny uśmiech.

*oczami Maxa*
   - Dzień dobry panie doktorze, chciałem się dowiedzieć co z moim tatą. Trafił tu wczoraj po wypadku samochodowym.- zaczepiam lekarza, który wczoraj operował mojego rodzica.
   - Jego stan określamy jako krytyczny, operacja jak pan już pewnie wie- udała się, niestety pański ojciec nie reaguje na leki, które mu podajemy. Cóż mogę panu rzec? Najbliższe 24 godziny będą decydujące.- mówi doktor i odchodzi. No i co mam powiedzieć Zuzi?
                                                                            ...
   - I jak? Co z tobą?- zagaduję gdy tylko wchodzę do sali mojej siostry.
   - Jeśli wszystko będzie w porządku jutro mnie wypuszczą. A co z tatą?
   - Najbliższe 24 godziny będą decydujące. Na razie nie jest źle. Musimy być dobrej myśli.- mówię. Okej trochę skłamałem, ale dla mojej małej siostrzyczki to i tak za dużo. Po chwili rozmowy Zuza zaczyna mnie wyganiać. Nie poddaję się i udaje mi się ją przekonać, że zostanę na noc.
    Rano lekarz zagląda w wyniki badań mojej siostry. Kiwa głową i w końcu otwiera usta:
   - No cóż, zapraszam panią po wypis- mówi do niej. Widzę jak się cieszy, ja też się uśmiecham. Zaczynamy ją pakować, idzeimy po wypis i wracamy do domu.
   Tam wszystko wraca. Wspomnienia. Zdjęcia uśmiechniętej mamy wtulonej w tatę, obok my bawiący się. Wtedy byliśmy razem, szczęśliwi...
   - Mama już nie wróci. MUSIMY zawalczyć o tatę. On z tego wyjdzie. Słyszysz Zuźka?! On. Z. Tego. Wyjdzie.- mówię i próbuję ją pocieszyć. Wycieram jej łzy płynące po policzkach.
    Nagle słyszę głos telefonu domowego. Biegnę do słuchawki.
   - Dobry wieczór, mówi doktor Zalewski, jestem lekarzem prowadzącym pańskiego ojca.....
 

środa, 26 listopada 2014

*Rozdział 1*

*oczami Zuzy*
Zadzwonił mój budzik. Nie otwierajac oczu włączyłam go. Po chwili Max, mój starszy brat, wparował do mojego pokoju i zaczął wrzeszczeć, żebym w końcu wywlekła się z tego łóżka. Schowałam głowę pod poduszkę i mamrocząc odparłam, że za chwilę wstanę. On podszedł i wyciągnął mnie siłą. Wychodząc z pokoju, Max krzyknął, że za 5 minut mam być gotowa. Poszłam szybko ogarnąć się i wyjęłam pierwsze, lepsze ciuchy z szafy. Spojrzałam na zegarek. Była dopiero 8 rano. Nie wiem czemu on się tak bulwersował. Jak na mnie to i tak wczesna godzina... Spojrzałam przez okno, wszystko było pokryte białym puchem, a z nieba wciąż sypał śnieg. Zbiegłam na dół i zobaczyłam jak Max kończy robić śniadanie. Żartując zapytałam, czy to dla mnie. Śmiejąc się odpowiedział: chyba śnisz kochana, zrób sobie sama.
Nie odpowiadając słowem poszłam wyciągnąć chleb, zrobiłam sobie świeże kanapki i gorące kakao, co jest dobre na taką pogodę. Poszłam na górę po walizkę, założyłam kurtkę i zeszłam do samochodu. Jak zawsze mój tata nie był jeszcze gotowy. Czekaliśmy na niego jeszcze dobre pół godziny. Byłam zła na brata, że tak wcześnie mnie obudził. Jednak znou nie chciałam zaczynać sprzeczki, gdyż zawsze kłócimy się o najdrobniejsze szczegóły. Kiedy usłyszałam silnik samochodu zapięłam pasy i założyłam sobie słuchawki. Nie wspominałam? Właśnie jedziemy do Zakopanego. Przed nami długa droga... Trwała niezręczna cisza, więc postanowiłam sie zdrzemnąć.
Obudził mnie hałas i głośny pisk opon. Kiedy otworzyłam oczy zdezorientowana zapytałam co się stało. Nikt mi nie odpowiedział. Po krótkiej chwili zobaczyłam szybko nadjezdzajacy samochód i głośny huk uderzenia. Uderzyłam głową o szybę i straciłam przytomność....

wtorek, 25 listopada 2014

siema :)

Siema!


Witam wszystkich! Jestem Wiktoria, a to jest strona na, której będą zamieszczane opowiadania mojego autorstwa. Bloga będzie mi czasem pomagała pisać koleżanka Julia tu jest jej blog a to mój blog. Mam nadzieję, że wkrótce pojawi się pierwszy rozdział :) Od razu mówię, że nie będą za często, bo wiecie nauka ... no ale postaram się robić to w miare systematycznie. Miłego czytania :D