*oczami Zuzy*
Zadzwonił mój budzik. Nie otwierajac oczu włączyłam go. Po chwili Max, mój starszy brat, wparował do mojego pokoju i zaczął wrzeszczeć, żebym w końcu wywlekła się z tego łóżka. Schowałam głowę pod poduszkę i mamrocząc odparłam, że za chwilę wstanę. On podszedł i wyciągnął mnie siłą. Wychodząc z pokoju, Max krzyknął, że za 5 minut mam być gotowa. Poszłam szybko ogarnąć się i wyjęłam pierwsze, lepsze ciuchy z szafy. Spojrzałam na zegarek. Była dopiero 8 rano. Nie wiem czemu on się tak bulwersował. Jak na mnie to i tak wczesna godzina... Spojrzałam przez okno, wszystko było pokryte białym puchem, a z nieba wciąż sypał śnieg. Zbiegłam na dół i zobaczyłam jak Max kończy robić śniadanie. Żartując zapytałam, czy to dla mnie. Śmiejąc się odpowiedział: chyba śnisz kochana, zrób sobie sama.
Nie odpowiadając słowem poszłam wyciągnąć chleb, zrobiłam sobie świeże kanapki i gorące kakao, co jest dobre na taką pogodę. Poszłam na górę po walizkę, założyłam kurtkę i zeszłam do samochodu. Jak zawsze mój tata nie był jeszcze gotowy. Czekaliśmy na niego jeszcze dobre pół godziny. Byłam zła na brata, że tak wcześnie mnie obudził. Jednak znou nie chciałam zaczynać sprzeczki, gdyż zawsze kłócimy się o najdrobniejsze szczegóły. Kiedy usłyszałam silnik samochodu zapięłam pasy i założyłam sobie słuchawki. Nie wspominałam? Właśnie jedziemy do Zakopanego. Przed nami długa droga... Trwała niezręczna cisza, więc postanowiłam sie zdrzemnąć.
Obudził mnie hałas i głośny pisk opon. Kiedy otworzyłam oczy zdezorientowana zapytałam co się stało. Nikt mi nie odpowiedział. Po krótkiej chwili zobaczyłam szybko nadjezdzajacy samochód i głośny huk uderzenia. Uderzyłam głową o szybę i straciłam przytomność....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz